Czytając tę książkę, poczujesz puls miasta tętniącego życiem, krzykiem, muzyką, kłótnią, ale też nierzadko dotkniętego chorobą i milczącego śmiercią. Henryk Samsonowicz, znakomity historyk mediewista, odsłania „tajemnice korzeni współczesnych metropolii”. Miejskie mury dzieliły i czasem wykluczały, przeważnie jednak Zgodnie z legendą założył on Rzym w 21 IV roku 753 p.n.e., od którego Rzymianie liczyli lata. Zaorał on pewną przestrzeń ziemi, na której miało stanąć miasto. Remus nie mógł się pogodzić z tym, że to Romulus założy miasto, ponieważ to on zobaczył sępy jako pierwszy. Remus z pogardą powiedział do Romulusa „Silne miasto 1 wymień trzy nazwy grup tworzących społeczność średniowiecznego miasta. 2 wyjaśnij jaki był główny cel stawiany przed dziełami sztuki w epoce średniowiecza kto pierwszy ten lepszy pliss plis dam 100 punktów Romanizm gotyk, styl gotycki, styl romański, style średniowiecza, style w średniowieczu. na Wawelu w 1320. Obok katedry w sylwecie średniowiecznego miasta zaznaczała się wieża ratuszowa, fortyfikacje z barbakanem ( Kraków ), miejskie rezydencje rycerskie, sukiennice. poleca 85 %. 1655 -1718 -dzieła zniszczenia dopełniają wojska szwedzkie, saskie i rosyjskie. 1924 - dodanie insygniów pruskich do piastowskiego orła na wieży ratusza. 15.03.1945 -Międzyrzecz miastem powiatowym w ramach Pomorza Zachodniego. 07.07.1945 -powstanie woj. poznańskiego z Międzyrzeczem jako miastem powiatowym. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Fekalia Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że średniowiecze to raczej szara i smutna epoka, tysiącletni lapsus w dziejach ludzkości, to zapewne mieliście przed sobą obraz brudnych miast, wstrętnych choróbsk i powszechnej degrengolady, której ulegała ludzkość. Nie inaczej było w XIII-wiecznym Wrocławiu, którego ulice bynajmniej nie były usrane… usłane różami. Domniemam, że znacie zwyczaj ogłaszania wylewania nieczystości na ulicę. Czy to z parteru czy z piętra wszystkie pomyje wydostawały się nie rurą ściekową jak dziś, a po prostu wiaderkiem przez okno. I tak nawet do początków XX wieku! Analogicznie trzeba było oznajmić swą prezencję sławetnym „Idzie się!”, aby choć trochę zminimalizować prawdopodobieństwo spotkania się z poranną kupą lub szczynami sąsiada. Legendy Wrocławskie – Ostrów Tumski Otóż fekalia trafiały przed dom i co później? Cóż, płynęły dopóki mogły…, bowiem śmierdzące i oklejone wszelkiej maści gównem ulice posiadały rynsztok, jednak jego funkcjonalność możemy poddać pewnym wątpliwościom. W każdym razie jeśli kupeczki nie dokleiły się do wielkiej skorupy, kończyły swoją drogę w Odrze, bądź Oławie. Aby móc poruszać się po ulicy, budowano więc pomosty i kładki z drewnianych bali. Niestety i one często tonęły we wszechobecnych nieczystościach. Ostrów Tumski we Wrocławiu – Wyspa Katedralna Z pomocą przychodził zatem piasek! Jeśli kiedykolwiek zastanawiały różnice w poziomach wzniesienia w miastach o korzeniach, na przykład średniowiecznych to wina lub jak kto woli zasługa odpadów bytowych, które zasypywano właśnie nim. Dla unaocznienia tego zjawiska wyobraźcie sobie, że poziom terenu w II połowie XIII wieku we Wrocławiu podniósł się aż o 3 metry! Być może właśnie teraz zdacie sobie sprawę skąd w muzeach cała masa przeróżnych artefaktów, od monet po grzebienie. Zwierzyna Do sielankowej wizji Wrocławia obklejonego śmierdzącą mazią dodać musimy również trzodę chlewną, chodzącą wszędzie i jedzącą wszystko: ścieki z rzeźni, piekarni, dosłownie cały syf zewsząd! Wszystkie nieczystości z miasta lądowały w jednej puli. Od 1501 roku próbowano sobie poradzić przynajmniej ze zwierzętami hodowlanymi narzucając obowiązek zatrudnienia pasterza do ich wypasu. Niestety walka ze zwierzęcym łajnem była walką z wiatrakami. Dopiero w 1804 roku definitywnie zakazano hodowli w obrębie miasta. 10 miejsc we Wrocławiu, które warto zobaczyć! Śmieci Dokumenty podają, że średniowieczny Wrocław posiadał własną brygadę śmieciową już (albo dopiero) w XIV wieku, ale co z tego! Mężczyźni zwani wózkarzami odbierali śmieci spod drzwi kamieniczek na trasie wyznaczonej przez władze miasta, lecz cała akcja sprzątania szła im jak krew z nosa. Aczkolwiek to była przyjemna część pracy, bowiem druga część obowiązków dotyczyła opróżniania nieczystości z wychodków. Na znak przeprowadzania całej akcji przed domem rozpalano ogień, aby uchronić przypadkowych przechodniów przed wszystkimi komponentami całego zajścia. Odchody wywożono poza miasto, jednak nierzadko wózkarze byli atakowani przez samych mieszkańców! Niewdzięczni. Jednym słowem wózkarze mieli po prostu przesrane. Aby uniknąć kolejnej epoki lodowcowej z miasta wywożono również i śnieg… W XV wieku na ulicach Wrocławia pojawiło się dwadzieścia wozów zaprzęganych już końmi, a nie siłą ludzkich mięśni. Na wysypisko śmieci natomiast wybrano tereny poza obrębem murów miejskich – niedaleko dzisiejszego Placu Muzealnego (przy dawnym Stawie Mysim). Niewesoło było żyć w średniowiecznym Wrocławiu, ani renesansowym i później też było niewesoło, o! 26 maja 1744 wraz z wprowadzeniem w życie regulaminu dotyczącego utrzymania porządku w mieście. Zabraniał on wyrzucania śmieci przez okno i nakazywał dbać o czystość przed domem, sytuacja miała się nareszcie poprawić. Niestosowanie się groziło wysokimi karami, ale przyzwyczajenia ludzkie były silniejsze. Na prawdziwe efekty średniowieczny Wrocław musiał czekać długo. Jeszcze w 1790 roku Goethe określił go jako miasto „hałaśliwe, brudne i śmierdzące”. Higiena Wszechobecny odór zgnilizny i kurz świdrujący w nozdrzach – tak rysuje się przed nami obraz średniowiecza. Pojęcie higieny w takich warunkach nie było zupełnie nieznane, wbrew powszechnej opinii, ale nasi przodkowie raczej z tym nie przesadzali. Istniały miejskie łaźnie, które stały otworem dla spragnionych czystości i wszelkich doznań mieszkańców. Bardziej przystępną formą jednak była kąpiel w jeziorze czy rzece. Jeśli już o łaźniach mowa to walory samego miejsca podnosiły kobiety lekkich obyczajów, które nierzadko fundowały owe „wszelkie doznania”. Ślady (prawdopodobnie) jednej ze średniowiecznych łaźni odkryto na ulicy Kazimierza Wielkiego 45, co tylko potwierdza że brak higieny w tamtych czasach jest mitem. Stargard – Gotyk ceglany i mała zbrodnia przeciwko architekturze Ciekawe jest również to, że Wrocław miał dostęp do bieżącej wody już w XIII wieku. Studnie zaś znajdować się miały podobno na każdej parceli. Od połowy XIV wieku za to miasto szczyciło się posiadaniem glinianych wodociągów, co było ewenementem w tej części Europy. Sytuacja na przestrzeni wieków nie wyglądała jednak różowo, bo w 1824 roku tylko Wyspa Katedralna i kilka domów w obrębie miasta mogło cieszyć się zdatną do picia wodą. Oznacza to tylko tyle, że miasto rozwijało się, a wodociągi stały w miejscu. Niestety nie istnieje żaden związek licznych studni z czystością w mieście. Pierwsze instalacje kanalizacyjne w mieście związane były z powstawaniem średniowiecznych klasztorów i odprowadzały nieczystości do Odry. Kupeczki i inne takie płynęły sobie zaledwie nieco ponad 1,5 kilometrowym odcinkiem zahaczając ulice: Uniwersytecką, Szewską, Antoniego Cieszyńskiego, Kuźniczą i Odrzańską. Dla porównania nadmienię, że sieć kanalizacyjna we Wrocławiu w czasie II wojny światowej liczyła 838 kilometrów. Fosa W XIII wieku we Wrocławiu, przed pierwszym pierścieniem murów miejskich (obecnie ulice Nowy Świat, Białoskórnicza, Kazimierza Wielkiego i Klemensa Janickiego) wykopano fosę, która nie bez powodu w ciągu wieków nazwana została Czarną Oławą. Budowa drugiego pierścienia wraz z rozwojem miasta w XIV wieku zdegradowała funkcję rzeki z militarnej do gospodarczej. Brzegi szybko wypełniły się domkami, które zasiedlał wrocławski margines, a pośród całej śmietanki swoje siedziby mieli różnej maści rzemieślnicy. W zasadzie już chyba to wystarczyłoby, aby totalnie zasyfić płynącą wartkim nurtem rzekę, ale nie. Oczywiście do domów dołączano wychodki z których nieczystości spływały właśnie tam; odpadki i śmieci – do rzeki, konie – do rzeki, wszystko lądowało w rzece. Oh jak zwodnicze było myślenie, że nurt zabierze wszystko ze sobą! Nic bardziej mylnego. Dodajmy do tego jeszcze wizję pomostów wychodzących z domów do rzeki. Jako, że Czarna Oława miała funkcję gospodarczą samo przez się rozumie się, że to właśnie ona dostarczała wodę mieszkańcom Wrocławia. Tak, dokładnie tak jak myślicie – załatwiali się do niej, a potem pili. To znaczy, mniej więcej. A w sumie to więcej niż mniej… Legendy o zamku w Malborku Niestety wysoki poziom rzeki zaczął opadać, a wszystko to czego nurt ze sobą nie zabrał, osadzało się tworząc warstwę cuchnącego mułu. Z biegiem lat życiodajna rzeka stała się największym przekleństwem mieszkańców Wrocławia, a jej fetor był nie do zniesienia. Nie tylko upalne dni odciskały piętno na mieszkańcach miasta, albowiem Czarna Oława stała się wylęgarnią zarazy wszelakiej. Epidemie cholery czy tyfusu to tylko niektóre z zasług smródki, aczkolwiek idące w tysiące ofiary zabójczej rzeki nie były wystarczającym powodem do jej zasypania! Finalnie po epidemii cholery w 1866 roku, która zabrała ze sobą ponad 4 tysiące osób zasypano Oławę śródmiejską i na jej miejscu założono ulicę. Po raz kolejny jednak pojawił się we Wrocławiu problem z wodą pitną… Choróbska Średniowieczny Wrocław niejednokrotnie nawiedzały epidemie, których występowanie potwierdzają źródła historyczne i oczywiście relacje kronikarzy. Wszyscy słyszeliśmy zapewne o dżumie, która dziesiątkowała raz po raz Europę. Pierwsza potwierdzona jej epidemia nawiedziła miasto już w 1315 roku i do czasu swej ostatniej wizyty w 1668 roku zebrała niewyobrażalne żniwo. Co ciekawe, a raczej zastraszające to fakt, że to wcale nie największa z nich, której apogeum przypadło na połowę XIV wieku była tą najgorszą, a epidemia z 1633 roku! Liczbę ofiar szacuje się na ponad 13 tysięcy, a dla upamiętnienia tego wydarzenia, zamiast słupa morowego, na placu biskupa Nankera umieszczono tabliczkę z tą właśnie datą. Kiedy ustąpiły już serie dżumy Wrocław ulubiły sobie kolejne epidemie – tyfusu oraz cholery czy gruźlicy, a nawet grypy! Oczywiście nie myślcie sobie, że to wyłącznie wina higieny! Niestety na epidemie składało się znacznie więcej czynników pośród których wymienić można bardzo niski standard życia czy wszechobecne ubóstwo, nieurodzajność plonów, prowadzące do głodu i kapryśna pogoda, która często była czynnikiem głównym. Poza tym nie bez znaczenia pozostawało zagęszczenie ludności w miastach i oczywiście szlaki handlowe na których można było całkiem za darmo dostać jakiś prezencik. Legendy polskie – Z piekła rodem Kronikarze wymieniają też inne choroby, które dręczyły ówczesnych wrocławian, a pośród nich paraliże, udary mózgu, żółta gorączka i rzecz jasna wszelkiego rodzaju zatrucia pokarmowe. Swoją drogą powinniśmy być wdzięczni tym ludziom za dar wiedzy jaki nam przekazali. To właśnie między innymi dzięki średniowiecznym wiem co możemy jeść, a co jest dla nas trujące. Dodatkowo, nie myślcie sobie, że nowotwór to coś nowego – niestety cholerstwo towarzyszy nam od zarania dziejów, więc także i w średniowieczu towarzyszyło naszym przodkom! Seks Wieki Średnie od seksu wolne nie były i choć kościół potępiał wszelkie dupy na boku, życie biegło swoim torem. Akt miłosny zatem, oprócz przyjemności, często dostarczał więcej wrażeń niż delikwenci mogliby oczekiwać. Tak jak i teraz zresztą, wstydliwe choroby były wstydliwe i wtedy. W sumie nie ma się czym chwalić, ale co najważniejsze dotyczyły one wyłącznie ludzi świeckich! Kanonicy mogli zarazić się kiłą czy rzeżączką wyłącznie przez powietrze. No przecież! Zarządzenie z 30 września 1552 roku nakazywało izolować chorych na syfilis i jemu podobnych od ludzi zdrowych. Tych przenoszono do szpitali św. Hioba (przed Bramą Mikołajską – u zbiegu ulicy Ruskiej i św. Mikołaja) i św. Łazarza (przy ulicy Traugutta). Swoją drogą kiła ma tyle nazw, że aż dziwne że w Poznaniu nie nazwano jej chorobą wrocławską. W każdym razie Rosjanie oskarżali nas o rozsiewanie motyli miłości, a my winiliśmy Niemców – ktoś winny być musi. Chełmno – Polskie miasto zakochanych Jak widzicie średniowiecze nie było wcale smutną epoką, działo się więcej niż możemy sobie wyobrazić. Pamiętajmy jednak, że wraz z nadejściem renesansu czy kolejnych epok smród i syf od razu nie zniknęły! Zmiany te wymagały sporo czasu, kilka wieków zanim doszliśmy do tego co mamy tak więc weźmy pod uwagę, że średniowiecze to tak naprawdę okres do końca XIX wieku pod wieloma względami. Czasami nawet mam wrażenie, że w pewnych sferach życia wciąż w nim tkwimy… Lektura: Wrocławskie wędrówki przez stulecia – Wojciech Chądzyński; wyd. Via Nowa; Wrocław 2009 | Autor: Przy tekście pracowali także: Anna Winkler (redaktor) Anna Winkler (fotoedytor) Støvring/CC BY Średniowieczne miasto oferowało przechodniom wiele wrażeń, także tych zapachowych. Niekoniecznie kanalizacji. Niechęć do kąpieli. Zatkane odpadami rzeki. To, co wiemy o życiu w średniowiecznym mieście pozwala stwierdzić, że nie było ono usłane różami. I na pewno nimi nie wiedza o codziennych zmaganiach ludzi średniowiecznej Europy cały czas się rozszerza. Odkrywamy składniki ówczesnej diety, sposoby przyrządzania potraw albo rutynowe obowiązki. Jednak wyobrażając sobie życie w wiekach średnich często zupełnie zapominamy, że był to czas istotnego regresu w kwestii cesarstwa rzymskiego pociągnął za sobą znaczne pogorszenie warunków życia ludności miast. Instalacje kanalizacyjne, wznoszone z wielkim trudem przez Rzymian, popadły w ruinę. Coraz mniej dbano też o czystość, co znajdowało uzasadnienie w teologii chrześcijańskiej, która kazała odwracać się od spraw ciała. Nie znaczy to jednak, jak przekonuje Weronika Konkol w tekście „Brud i smród w świetle polskich średniowiecznych źródeł hagiograficznych”, że nie zwracano uwagi na nieprzyjemne wyziewy:O tym, jak istotna była kwestia zapachu w średniowieczu, świadczą przykłady stosowania inwektyw olfaktorycznych. […] Jan Długosz, przedstawiając w niekorzystnym świetle żonę Władysława II Wygnańca, akcentował jej niechęć i pogardę wobec narodu małżonka. Księżna miała stwierdzić, że Polacy śmierdzą i że sama ich obecność razi na krawędziTrzeba pamiętać, że w średniowieczu dostęp do wody w domostwach pospólstwa był ograniczony. W większości nie było też kanalizacji. Zaraz po przebudzeniu mieszczanin musiał więc zdecydować, gdzie podzieje się zawartość nocnika z praktyką było wylewanie zawartości przez okna do cieków wodnych albo wprost na głowy przechodniów, nawet, jeśli groziła za to kara. A że ulice przeważnie były wąskie i zastawione, można sobie tylko wyobrażać, jakie doznania i zapachy czekały na nieostrożnego Wolgemut, Wilhelm Pleydenwurff/domena publiczna Mieszkańcy miast położonych nad rzeką przynajmniej część nieczystości wrzucali prosto do pomagało, jeśli miasto położone było nad rzeką. Wtedy jej nurt unosił ze sobą dużą część nieczystości, rozładowując nieco gęstą atmosferę. Trafiała tam między innymi zawartość toalet publicznych. Tak przynajmniej rozwiązano sprawę w Londynie. Jak pisze Greg Jenner w tekście „Milion lat w jeden dzień”:Pod koniec średniowiecza na całej długości Mostu Londyńskiego mieściły się ponoć toalety publiczne. Gdy ktoś z nich korzystał, fekalia elegancko spadały do Tamizy albo – co zdarzało się równie często – na głowę Bogu ducha winnemu flisakowi kursującemu po rzece. Takie rozwiązanie może i nie brzmi zachęcająco, lecz dzięki niemu most nie ział nieprzyjemną wonią – nurt Tamizy wynosił z miasta wszelkie nieczystości. Niestety, obecność rzeki nie zawsze rozwiązywała sprawę nieczystości. W jej korycie gromadziły się bowiem wszystkie możliwe odpady. Często zalegały przez długi czas, w końcu prowadząc do rozwoju epidemii. I niemiłosiernie niemytych ciałZapaskudzone ekskrementami ulice i rzeki stanowiły jednak tylko część cuchnącego problemu. Nieprzyjemnie pachnieli najczęściej także sami mieszkańcy miast. Przykład szedł z góry: święta Kinga czy święta Agnieszka nigdy się nie myły, twierdząc, że jest to grzeszne i sprzeciwia się boskim nakazom. To między innymi wszechobecny brud był powodem częstych epidemii, choć średniowieczni ludzie uważali inaczej. Powszechnie przyjmowano, że dżuma lub cholera przenika dzięki wodzie poprzez pory do zdrowego ciała. Był to kolejny powód, żeby unikać kąpieli jak wyprawy krzyżowe sprawiły, że w Europie zaczęły pojawiać się łaźnie parowe na wzór tych, które rycerze widzieli na Bliskim Wschodzie. Ten trend z czasem rozszerzył się na cały kontynent i sprawił, że przynajmniej pewna część mieszczan miała dostęp do kąpieli i innych przyjemności, w tym seksualnych, które przybytki tego typu oferowały. Niestety, nie wszyscy mogli z nich skorzystać, bo za wstęp trzeba było najlepiej poczuć, jak pachnie średniowieczny tłum, wystarczyło… wejść do kościoła. Zebrane tam pospólstwo, w większości nie myjące – oczywiście z powodów religijnych! – ciał ani zębów, stłoczone w ciasnym pomieszczeniu, musiało wydzielać nie lada fetor. Zwłaszcza, że także ubrania przesiąknięte były wielotygodniowym brudem… publiczna Zapach średniowiecznego miasta „w pigułce” można było poczuć… w kościołach podczas szczęście, że asceza cielesna w końcu przegrała. Sytuację poprawiło też wprowadzenie zwyczaju okadzania świątyń. Z jednej strony tłumaczono to, nawiązując do bożej łaski, a z drugiej – dyskretnie tłumiono nieznośny zapach ludzkich śmierdziDo zapachów wynikających z braku kanalizacji i nieprzestrzegania zasad higieny dochodziły jeszcze wonie wydzielane przez niektóre rzemiosła. Najgorzej pachniały ulice, przy których pracowali garbarze. Zwykle przeznaczano dla nich pewne wyznaczone części miasta, bo fetor, który towarzyszył ich pracy, był nie do zniesienia. Frances Gies i Joseph Gies w książce „Życie w średniowiecznym mieście” opowiadają:Obrabianiu skór […]towarzyszył dokuczliwy, gryzący zapach. Mistrzów i ich uczniów można było spotkać na zewnątrz, gdy nad „belką” (poziomym fragmentem pnia) za pomocą tępo zakończonego wklęsłego narzędzia zeskrobywali ze skór zwierzęcych włosie i naskórek. Podobnym, tyle że ostrym przyrządem oddzielano mięso przyległe do skóry od spodu. Następnie zmiękczano ją, nacierając zimnymi odchodami drobiu lub gołębi albo ciepłymi psimi publiczna Wokół średniowiecznych piekarni z pewnością unosił się zachęcający zapach. Ale nie o wszystkich rzemiosłach można powiedzieć to samo…Nic dziwnego, że co majętniejsi mieszkańcy miast starali się uciec z nich, zwłaszcza latem, gdy temperatura wzmagała jeszcze wszechobecny smród. Wybierali się wówczas do swoich położonych w bezpiecznej odległości rezydencji. Niestety, te z braku toalet już po kilku tygodniach same przypominały zapachem o miejskich się pytanie, czy nigdy nie próbowano zalanych nieczystościami ulic po prostu… wyczyścić? Istotnie, czasem podejmowano wysiłek w celu usunięcia nieprzyjemnych zapachów. Pretekstem do tego były na przykład jarmarki, choć one same z reguły jeszcze dokładały do i tak woniejącego miasta dodatkową gamę zapachów. Frances Gies i Joseph Gies piszą:Z okazji jarmarku ulice czyszczono, ale specyficzny zapach miasta czuć było bez przerwy. Odór zwierzęcych odchodów i śmieci mieszał się w przyjemnymi woniami z garkuchni i domów. Najostrzejszy smród panował w pobliżu handlarzy ryb, sukienników, rzeźników i najgorszych ze wszystkich publiczna Nie wszystkie towary wystawiane przez średniowiecznych kupców pachniały dobrze. Należało się trzymać z dala zwłaszcza od stanowisk z rybami… Ilustracja ciekawe, średniowieczny smród okazał się korzystny przynajmniej z jednego powodu. To dzięki niemu rozwinął się przemysł perfumeryjny. Piękne zapachy pozwalały choć na chwilę przesłonić cuchnącą rzeczywistość, przynajmniej dopóki nie nastąpił znaczący postęp w dziedzinie drogę ucieczki zapewniała ludziom przyroda. Na jej łonie można było odpocząć od wszechobecnego fetoru. Takie wyprawy wiązały się jednak z groźbą rabunku, a nawet śmierci – przeciętny mieszczanin zatykał więc nos i pozostawał w obrębie miejskich Gies, Joseph Gies, Życie w średniowiecznym mieście, Wydawnictwo Znak Horyzont Jenner, Milion lat w jeden dzień, Wydawnictwo PWN Samsonowicz, Życie miasta średniowiecznego, Wydawnictwo Poznańskie Historica Gedanensia, Brud i smród, red. Iwona Janicka, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego 2010. Legenda Zofka z Sandomierza – plan wydarzeń Dominika Grabowska 17 lutego, 2013 język polski, Szkoła podstawowa No Comments 1. Napad Szwedów na zamek sandomierski. 2. Obrona miasta. 3. Zofka ocala ludzi. 4. Zofka wraca z tunelu. 5. Szwedzi ponownie atakują. 6. Dziewczyna oszukuje Szwedów. 7. Córka kasztelana podpala siarkę i ratuje miasto. 8. Śmierć Szwedów i Zofki. legenda zofka z sandomierzaplan wydarzeń « Jan Chryzostom Pasek – biografia, życiorys, twórczość Legenda Zofka z Sandomierza – Czy Zofkę można nazwać bohaterką – charakterystyka Zofki » Dodaj komentarz Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *Komentarz Nazwa * Email * Witryna internetowa Zapamiętaj moje dane w tej przeglądarce podczas pisania kolejnych komentarzy. Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

plan średniowiecznego miasta z legendą